niedziela, 1 września 2013

Rozdział 7. Dla przeciętnego przechodnia wyglądali jak szczęśliwa para

     Z dedykacją dla Księżniczki Czystej Krwi! :)

----------------

     Hermiona pojawiła się w dość ciepły piątkowy wieczór, chwilę po godzinie dwudziestej, w Hogsmeade.  Miasteczko zamieszkane tylko przez czarodziejów, jedno z jej ulubionych miejsc na ziemi. Oczywiście poza Hogwartem i domem rodzinnym. Pamięcią wróciła do czasów, gdy była uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Wiele razy odwiedzała to magiczne miasto z przyjaciółmi - Harry’m, Ron’em i Ginny. Okazyjnie zabierali się z nimi także Luna i Neville. Najczęściej czas spędzali w Miodowym Królestwie, gdzie uzupełniali zapasy słodyczy. Ulubionym produktem Hermiony sprzedawanym w tym sklepie były i nadal są bez wątpienia samoczyszczące nici do zębów. Pamiętała jak podarowała je kiedyś rodzicom. Magiczny produkt spodobał im się tak bardzo, że przy najbliższej okazji poprosili Hermionę o ponowny zakup. Natomiast Harry i Ron pokochali Musy-Świstusy i Pieprzne Diabełki. Po zakupieniu wszystkich potrzebnych (a najczęściej niepotrzebnych) produktów odwiedzali Pub Pod Trzema Miotłami, gdzie delektowali się smakiem Kremowego Piwa.
         - Hermiona! – Hanna wychyliła się z Pubu. – Chodź do nas, zaraz zamykam a potem idziemy do hotelu Draco.
         - Hej, Hanna! – dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. – A dostanę kufel Kremowego Piwa?
         - Nawet dwa. – narzeczona Neville’a przepuściła pannę Granger. – Siadaj przy barze.
         - Dzięki. – Hermiona postawiła torbę przy jednym ze stolików i skierowała się do miejsca wskazanego przez pannę Abbott. – Cześć, Pansy.
         - Hermiona, uwierz czy nie, cieszę się, że Cię widzę. – była Ślizgonka uśmiechnęła się szczerze, bez cienia złośliwości. Dziewczyna bardzo zmieniła się zewnętrznie – krótko ścięte włosy były staranie wycieniowane, a delikatny makijaż podkreślał jej atuty – duże, zielone oczy.
         - Jeśli mam być szczera to nawzajem. – panna Granger odwzajemniła uśmiech i usiadła obok byłej uczennicy Domu Węża.
         - Proszę, piwo kremowe dla Ciebie. – Hanna postawiła przed Hermioną kufel pysznego trunku. – Pansy, jeszcze jedna woda goździkowa?
         - Na Merlina, absolutnie nie. I bez tego co chwile  biegam do łazienki.
         - Uroki ciąży, co? – zaśmiała się Hanna. – Który to miesiąc?
         - Początek czwartego.
         - Najszczersze gratulacje, Pansy. – Hermiona upiła łyk Kremowego Piwa.
         - Dzięki. Ale chwileczkę, Granger, nie widziałam Cię od dobrych czterech lat. Opowiadaj co u Ciebie, Święta Trójca Gryffindor’u dalej trzyma się razem?
         - Już nie, rok po Wojnie Ron wyjechał do Rumunii i zerwał z nami kontakt. Dopiero wczoraj dostałam od niego pierwszy list z wyjaśnieniem i przeprosinami. Harry uczy w Hogwarcie, ja pracuję w Londynie i widujemy się okazjonalnie. Wynajmuję dom razem z Ginny Weasley i moją przyjaciółką z dzieciństwa Ashley Wilson.
         - Znając Ciebie to nie potrafisz się gniewać na Ron’a. - Pansy postukała zadbanymi paznokciami po blacie.
         - Pewnie, że się na niego nie gniewam. Cieszę się, że w końcu się odezwał, nawet jeśli trwało to tyle lat. Widocznie potrzebował czasu żeby sobie wszystko poukładać. A co stało się ze Świętą Trójcą Slytherin’u?
         - Przykro mi to mówić, ale podobny los spotkał nas. Co prawda utrzymujemy ze sobą dość częsty kontakt, ale i tak każde z nas poszło swoją drogą. Ja wyszłam za mąż i założyłam rodzinę, Blaise spotyka się z Ginny, pracuje w Ministerstwie i jeszcze ma na głowie kilka klubów w Londynie. A Draco…on już całkiem zatracił się w pracy. I mówiąc między nami, życzę mu aby w końcu znalazł sobie porządną dziewczynę. Przyda mu się. – Pansy puściła do niej oczko. Hermiona postanowiła zignorować ten gest, miała nieprzyjemne uczucie, że każdy próbuje pchnąć ją na siłę w ramiona Malfoy’a.
         - Nie sądziłam, że akurat on może cierpieć na brak dziewczyn. Z tego co pamiętam, to w Hogwarcie nie mógł się od nich odpędzić.
         - Teraz też nie narzeka, ale ja mówię o kimś na stałe, a nie na tydzień. Kiedyś zachowywałam się podobnie jak on, poza pracą nie wiele mnie interesowało. Dopiero jak poznałam mojego męża, Thomas’a, zwolniłam tempo i zaczęłam dostrzegać w moim życiu naprawdę ważne kwestie.
         - Będę miała okazję poznać Twojego męża na jutrzejszym przyjęciu? – zapytała Hermiona.
         - Nie, Thomas nie jest czarodziejem. Zaskoczona? Kto by pomyślał, że ta niedobra Ślizgonka, Pansy, zakocha się w mugolu i zostanie jego żoną. Hanna – zwróciła się do przyjaciółki, która wycierała kufle – niech stracę, podaj mi proszę jeszcze jedną wodę goździkową, a Mionie daj Piwo Kremowe, bo jej kufel robi się pusty.
         - Z przyjemnością, Moje Drogie. – narzeczona Neville’a z uśmiechem podała zamówienie. - Hermiona, ja byłam podobnie zdziwiona, kiedy dowiedziałam się o Thomas’ie. Życie jest zaskakujące.
         - To prawda. – przyznała jej rację Hermiona. – Jak się poznaliście?
         - Na kursie gotowania potraw egzotycznych. – Pansy lekko się zarumieniła. – Zawsze lubiłam jeść takie potrawy i postanowiłam się ich nauczyć. Ja i Thomas byliśmy w jednej grupie, a potem nasz prowadzący podzielił nas na pary i my wylądowaliśmy razem.
         - Przez żołądek do serca? - zachichotała Hermiona.
         - Coś w tym stylu. Rok po tym zaszłam w ciążę i wzięliśmy ślub. Zmieniłam nazwisko na Browning. Osiem miesięcy później urodził się nam syn, Dorian. Jest bardzo podobny do Thomas’a, poza charakterkiem, który ma po mnie. – Pansy dumnie wypięła pierś i zaśmiała się.
Dziewczyny rozmawiały jeszcze długo – o ich życiu prywatnym, ciuchach, kosmetykach, marzeniach, pracy, chłopakach, planach na przyszłość. Hermiona z uśmiechem na ustach wysłuchiwała opowieści Pansy i Hanny o życiu w związkach. Cieszyła, się że dziewczyny odnalazły odpowiednich mężczyzn. Nim się zorientowały wybiła godzina dwudziesta trzecia. Do tego czasu panna Granger wypiła sześć Kremowych Piw a Pansy trzy wody goździkowe.

***

         Piętnaście minut później Hermiona weszła do pokoju, który został jej przydzielony odgórnie. Widząc gdzie się znalazła cicho zaklęła pod nosem. To nie był zwykły pokój. To był najprawdziwszy i największy apartament jaki w życiu widziała. Recepcjonistka powiedziała, że to jedyny taki pokój w tym hotelu, przeznaczony dla wyjątkowych gości. Na co Pansy uśmiechnęła się i spojrzała wymownie na Hermionę w stylu A nie mówiłam? Na tym samym piętrze znajdował się jeszcze prywatny apartament Draco.
         - Czy Draco jest u siebie? – zapytała Pani Browning.
         - Nie, Pan Malfoy jest w Paryżu. Przed wyjazdem powiedział mi, że wróci dziś późno w nocy lub jutro z samego rana. – recepcjonistka uśmiechnęła się i podała dziewczynom klucze. – Życzę miłego pobytu i spokojnej nocy.
         Po odświeżającym prysznicu panna Granger zasnęła w łóżku, w którym poza nią spokojnie zmieściłyby się jeszcze trzy osoby. A niespodzianka przyszła dopiero rano…

***

         Gdy Hanna, Hermiona i Pansy omawiały najnowsze kolekcje na nadchodzącą jesień Draco Malfoy przebywał w swoim hotelu w Paryżu. Od dobrych pięciu godzin siedział nad papierkową robotą i nie było widać końca pracy. Przetarł zmęczone oczy i sięgnął po kubek z kawą. Wstał i podszedł do okna, z którego miał piękny widok na ukochane miasto. Myślami powędrował jednak do Hogsmeade, wszystkie zaproszone osoby na pewno już dotarły na miejsce. Nie widział sensu wracać późnym wieczorem do Anglii, postanowił, że pojawi się tam dopiero rano. Dziś i tak już nie mieliby z niego żadnego pożytku. Zszedł na dół do recepcji.
         - Spokojny wieczór? – zapytał swoją pracownicę, Jamie, i usiadł obok niej w recepcji.
         - Tak, ostatni gość zameldował się godzinę temu. Panie Malfoy, czy mogę o coś poprosić?
         - Słucham.
         - Mogę na chwilę wyjść i zadzwonić do mojej mamy? Astor, moja córeczka, jest chora i chcę dowiedzieć się jak się czuje.
         - Za ile kończysz zmianę? – zapytał Draco.
         - O dwudziestej trzeciej, za godzinę.
         - To idź do domu. Posiedzę tutaj i tak nie mogę już patrzeć na te papiery. Niedługo zacznie się zmiana Ariel, więc do tego czasu mogę Cię zastąpić.
         - Naprawdę? Jest Pan najlepszym szefem na świecie!
         - Dziękuję, a teraz uciekaj zanim się rozmyślę. – uśmiechnął się i upił łyk gorącego napoju.
Bardzo lubił Jamie, była najbardziej sumiennym i uczciwym pracownikiem w całym hotelu. Pracowała u niego od prawie trzech lat i nigdy nie było na nią ani jednej skargi. Wręcz przeciwnie – wszyscy goście i pracownicy wyrażali się o niej bardzo dobrze. Rozumiał też jej ciężką sytuację życiową w jakiej się znalazła. Dwa lata temu zmarł jej mąż i od tamtego czasu sama wychowywała córkę, co na pewno nie było łatwym zadaniem. Na szczęście miała matkę, która bardzo jej pomagała. Dzięki temu Jamie nie musiała rezygnować z pracy. Draco miał już okazję poznać jej dwuletnią córkę i musiał przyznać, że była to bardzo urocza dziewczynka. Od tamtej pory córka stała się nieodłącznym elementem wizji jego przyszłej rodziny. Z rozmyślań wyrwał go odgłos otwieranych drzwi. Spojrzał w tamtym kierunku i ujrzał mężczyznę i kobietę, na pierwszy rzut oka mieli około czterdziestu pięciu lat. Sądząc po tym z jaką czułością na siebie patrzyli byli małżeństwem. Widocznie są na świecie ludzie, którzy pobierają się z miłości. Szkoda, że tak nie stało się w przypadku jego rodziców.
         - Witam Państwa serdecznie w El Corazón del Dragón. Czym mogę służyć? – zapytał, gdy para podeszła do recepcji.
         - Chcemy wynająć pokój na tydzień. Jeśli oczywiście, są wolne miejsca. – odpowiedziała uśmiechnięta kobieta. – Nasz samolot miał dwugodzinne opóźnienie i w hotelu, gdzie mieliśmy się zatrzymać, przepadła rezerwacja. Taksówkarz bardzo polecał nam ten hotel więc oto i jesteśmy. – Draco spojrzał na nią, miał dziwne odczucie, że kiedyś już ją gdzieś spotkał. Miała krótkie, lekko falowane włosy i niesamowicie czekoladowe oczy, które wydały mu się dziwnie znajome.
         - To bardzo miłe, że mój hotel cieszy się popularnością. – uśmiechnął się. – Oczywiście, że są wolne miejsca. Zaraz znajdziemy coś odpowiedniego.
         - Pan jest właścicielem? – zapytał lekko siwiejący partner kobiety.
         - We własnej osobie. Moja recepcjonistka ma chore dziecko więc postanowiłem dziś ją zastąpić.
         - To bardzo szlachetne. Musi mieć Pan niesamowicie dobre serce, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością.
         - Droga Pani, jestem przekonany, że każdy zachował by się podobnie jak ja.
         - Sporo podróżujemy po świecie i nie każdy właściciel hotelu jest tak wyrozumiały jak Pan. – wyjaśniła. – Teraz postanowiliśmy spędzić tydzień w Paryżu.
         - Oh, to bardzo piękne miasto. Zawsze z przyjemnością tutaj przylatuję.
         - Skąd Pan pochodzi? Jeśli oczywiście, mogę zapytać. – zapytała kobieta.
         - Z Anglii, a dokładniej z Londynu.
         - Tam jeszcze nie byliśmy, ale wszystko przed nami. My pochodzimy z Australii i oboje kochamy podróże. Z okazji naszej rocznicy ślubu postanowiliśmy zwiedzić Francję i Belgię.
         - Cóż, jeśli kiedyś odwiedzicie Państwo Anglię to zapraszam do mojego hotelu.
         - Zapamiętamy i na pewno skorzystamy. – uśmiechnęła się kobieta. Dziwnie znajomo.
         - Poproszę jeszcze o Państwa godność i zaraz wydam klucz do apartamentu.
         - Monika i Wendell Wilkins.

***

         Następnego dnia Hermiona obudziła się bardzo wypoczęta. Podejrzewała, że to zasługa tego wygodnego łóżka. Teraz jej łózko z baldachimem wydało jej się niewielką kanapą w porównaniu do tego, na którym leżała. Nawet wolała nie myśleć ile kosztuje pobyt w tak luksusowym apartamencie. W końcu do dyspozycji miała sypialnię, przestronny salon, łazienkę i taras z widokiem na Hogwart. Przeciągnęła się niczym kotka i spojrzała na zegarek. Dochodziła ósma, postawiła wstać i po porannej toalecie udać się do sali, w której ma odbyć się przyjęcie dla profesor McGonagall. Może przyda się do czegoś. W końcu przed takimi okazjami zawsze jest coś do roboty. Gdy wyszła odświeżona z łazienki usłyszała energiczne pukanie do drzwi. Gdy je otworzyła zobaczyła ogromny bukiet czerwonych róż, który do połowy zasłaniał osobę, która stała w progu. Hermiona nie spodziewała się takiego widoku, a tym bardziej osoby, która była za nim.
         - Dzień dobry. – zza przepięknych kwiatów wychylił się Draco. – To dla Ciebie. – podał jej róże, wywołując przy tym rumieniec na twarzy dziewczyny.
         - Na Merlina, są piękne. A jak pachną. – Hermiona zatraciła się w zapachu jej ukochanych kwiatów. – Wejdź, proszę. – przesunęła się, wpuszczając Draco do apartamentu. Wyczarowała sporej wielkości wazon z wodą i włożyła do niego bukiet. – Nie wiedziałam, że goście dostają takie piękne kwiaty.
         - Bo nie dostają. – uśmiechnął się. – Jesteś głodna?
         - Szczerze mówiąc to bardzo. – panna Granger dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ostatnio jadła paluszki solone w Pubie Pod Trzema Miotłami.
         - To zakładaj płaszczyk, tam gdzie się udamy jest trochę chłodno. Zapraszam Cię na śniadanie.
         - To nie zjemy w hotelu? – zapytała dziewczyna, wykonując polecenie Malfoy’a.
         - Nie tym razem. Daj rękę. – Draco chwycił dziewczynę i po chwili poczuła charakterystyczne szarpnięcie w okolicach pępka towarzyszące teleportacji.
         - Draco, czy my jesteśmy tu, gdzie myślę? – Hermiona mocniej ścisnęła jego rękę.
         - Jeśli myślisz o Paryżu to tak. Chodź, zjesz najlepsze śniadanie pod słońcem. - pociągnął ją lekko w tylko sobie znanym kierunku. Schował swoje dłonie do kieszonek w kurtce, nie puszczając przy tym delikatnej dłoni Hermiony. Dla przeciętnego przechodnia wyglądali jak szczęśliwa para.
Chłopak zaprowadził ją do przytulnej kawiarni, gdzie po chwili panna Granger zajadła się świeżymi Croissantami, z których wypływała gorąca czekolada.

30 komentarzy:

  1. Jak slodko *:*
    Kocham twoje opowiadanie ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. *.*
    No po pierwsze bardzo, ale to bardzo dziękuję za dedykację ! :) To naprawdę miłe z Twojej strony, strasznie się cieszę ! *.* Na serio ! :)
    Rozdział jak zwykle boski, nic dodać, nic ująć :3 Pansy jako miła osoba, no nie wierzę :D Ah... taka miła odmiana, w dodatku jak ma męża mugola. No nieźle :D Jeszcze nosi jego drugie dziecko *.* Jak słodko :)
    Strasznie podoba mi się zachowanie Dracona. Jest taki kulturalny, opanowany, kochany, czuły... ah... facet idealny wręcz :D
    No i... zabrał Hermionę na śniadanie do Paryża *o* Jak romantycznie, w dodatku te róże... Cudnie to wszystko wymyśliłaś ;)

    Nadal nie mogę się nacieszyć dedykacją :D Jeszcze raz, ogromnie dzięki ! :-*

    No nic... życzę powodzenia w dalszym pisaniu i weny !

    Pozdrawiam ! :)

    ~ Pure - Blood Princess

    A! Byłabym zapomniała... życzę udanych wakacji, bo komuś tu został chyba jeszcze miesiąc... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany! Rodzice Miony się odnaleźli. Są w Paryżu tak samo jak ona. Mogliby się wzajemnie znaleźć. To byłoby świetne, może przesłodzone, ale mimo wszytko magiczne. Uwielbiam Twojego Dracona - mężczyzna idealny po prostu.
    Weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koralina myślę że autorka właśnie miała taki plan. Kocham Twojego Draco poważnie .. <3 I już nie mogę doczekać się następnego :)

    ~/ Ired /~

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały rozdział i taki słodki :-) Uwielbiam!!!

    mojeminiopowiadania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Sweet *,* musze isc do dentysty :) Draco jest taki slodki czuly opiekunczy cudny poprostu

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaskakujesz co raz bardziej.:]
    Rozdział świetny, sorry za taki krótki komentarz.:D
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak świetnie!!!
    Monika i Wendell Wilkins :o ohh, aż nie mogę sie doczekać kolejnego *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger :D
      Więcej informacji na http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com w zakładce Hogsmeade - nominacje

      Usuń
  9. Bardzo podoba mi sie jak piszesz.Bardzo ladne opisy ci wychodzą :)
    Jeśli masz czas to zapraszam do mnie parring Sev + Niesforna bratanica dyrektora
    http://hogwart-z-punktu-widzenia-dumbledore.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Draco jest taki słodki, najpierw te róże, teraz Paryż ♥
    Rozdział bardzo mi się podoba i przyjemnie się go czytało :)
    Już się nie mogę doczekać kolejnego :D
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny ten rozdział, Draco jest taki romantyczny. Kto by pomyślał? Paryż <3 Super, czekam na więcej i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominuję Cię do The Versatile Blogger Avard szczegóły u mnie w zakładce o tej nazwie w Menu :)
    http://dh-love-between-us.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam jeszcze raz :D
    Chciałam Cię poinformować, że zostałaś przeze mnie nominowana do The Versatile Blogger :D Szczegóły u mnie :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny rozdział *.* Rodzice Miony? Genialny i bardzo oryginalny pomysł, wielkie gratulacje :D
    Twój blog robi się z rozdziału na rozdział coraz ciekawszy, cieszę się, że mogę czytać takiego bloga. :)
    Czekam na kolejną notkę z niecierpliwością ;)
    Pozdrawiam,
    Fioletoowa

    OdpowiedzUsuń
  15. Mega końcówka. :3
    Nie wiem co napisać, urzekło mnie. :D

    Życzę tylko weny i pozdrawiam,
    Zakochanaa

    OdpowiedzUsuń
  16. Super, super, super!!! Fajnie że w hotelu w Paryżu zatrzymali się rodzice Herm. Ciekawe co się wydarzy później... No nic. Pozostaje mi tylko czekac na nowy rozdział.
    Życzę weny i czasu na pisanie.

    Całusy, Vera. :*

    OdpowiedzUsuń
  17. uu ;3 (takie określenie całości xd)

    OdpowiedzUsuń
  18. Z każdym rozdziałem coraz bardziej zaskakujesz, aż chce się czytać :)
    Cudowne.

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej! Odkryłam dzisiaj Twój blog i od razu przeczytałam wszystkie rozdziały i miniaturki! Masz dziewczyno talent i od dzisiaj zyskujesz we mnie wiernego czytelnika,
    pozdrawiam Ana.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam jak opisujesz rozmowy między kobietkami - są takie prawdziwe i nie sztuczne :D. fajnie, że pokazałaś Pansy z innej strony - nie mogę jej sobie wyobrazić w ciąży, ale no! :) Mało osób opisuje związek Nevilla - może dlatego, że książkowo zakochał się w Lunie, ale z Hanną bardzo fajnie to wychodzi - zwłaszcza w Twoim opowiadaniu! :)
    Draco jak to Draco, dba o Hermionę :D. róże i śniadanie w Paryżu to chyba jedno z najlepszych rzeczy jakie można sobie wymarzyć, prawda? :D.
    cudowni są.

    Zou.

    OdpowiedzUsuń
  22. Końcówka mnie rozwaliła na maksa!
    Kochammm!! <3 <3
    Lecę czytać

    OdpowiedzUsuń
  23. oh! Jaki słodki Draco <3 rozdział cudowny! : D Wspaniale, że rodzice Miony się znaleźli! W Paryżu mają okazję się spotkać...
    ~ Cherie

    OdpowiedzUsuń
  24. Czy ci państwo, którzy zameldowali się w hotelu Draco to może rodzice Hermiony?
    Jakie to piękne, że Draco przyszedł do Hermiony z bukietem róż, a potem zabrał ją na śniadanie do Paryża. Do miasta miłości <3 Jaka szkoda że ja nie potrafię się przenieść w ciągu sekundy na drugi koniec świata...

    OdpowiedzUsuń

Czekam na Twoją opinię! :)