sobota, 21 lutego 2015

Soon...

Witajcie!
Przepraszam, że dawno nic nie dodawałam, ale miałam naprawdę mnóstwo problemów i pisanie zeszło na dalszy plan. Wybaczcie!
Oczywiście rozdział się pojawi. NIGDY nie mam zamiaru porzucić tego bloga! Pamiętajcie o tym. Dziękuję za liczne komentarze, zarówno od stałych czytelników jak i tych nowych. Jesteście moją siłą i wiem, że dla was warto pisać. :)
Jeśli mogę was o coś prosić to o jeszcze trochę cierpliwości. W tajemnicy powiem wam, że zaczęłam przygotowania do nowego opowiadania. :)

Jeśli mogę was o coś prosić. Ja i mój kot (Tomek) bierzemy udział w konkursie z okazji Dnia Kota. Zbieramy lajki pod naszym zdjęciem. Jeśli dla was to nie problem, proszę o polubienie zdjęcia. :) Będę bardzo szczęśliwa za okazaną pomoc. :) 
Rozdział już niedługo... :)


sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 27. Kocham Cię (+18)


        Nicolett siedziała na parapecie oparta o zimną szybę, która po zewnętrznej stronie coraz bardziej pokrywała się białym puchem. Śnieg w Rumunii sypał od Bożego Narodzenia i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać. Z okna widziała pobliski park miejski, w którym dzieci spędzały wolny od szkoły czas. Korzystając z opadów śniegu najmłodsi mieszkańcy miasta od rana zdążyli ulepić już kilka bałwanków, zrobić kilkadziesiąt aniołków na śniegu, stoczyć trzy poważne bitwy śnieżne i właśnie kończyli igloo. Nicolett patrzyła na dzieci z czułością i zazdrościła im tak cudownego i beztroskiego życia. Dużo by oddała aby jej obecna sytuacja chociaż w połowie była lepsza. A przynajmniej pojawiła się iskierka nadziei na lepsze jutro. Niestety, Ron okazał się kompletnym tchórzem i odszedł zostawiając po sobie bolesne wspomnienia i list, w którym zapewniał ją, że jest najcudowniejszą kobietą i znajdzie sobie faceta, który na nią zasługuje. Pieprzenie. Nie miała żalu do Hermiony, bo wiedziała, że ona nie jest niczemu winna. W żaden sposób nie próbowała zbliżyć się do Rona, wręcz przeciwnie. życzyła im szczęścia a sama miała swoje życie. Niestety najmłodszy syn Weasley'ów nie mógł tego zrozumieć. Wybrał drogę, którą chce podążać i Nicolett nie ma zamiaru przeszkadzać mu w tym. Niech sobie robi, co chce. Ona ma ważniejsze sprawy na głowie niż przejmowanie się zakompleksionym dużym dzieckiem, które prawdopodobnie nigdy nie dorośnie.
        Nicolett bardzo pragnęła trzymać już w ramionach swojego jeszcze nienarodzonego synka. Nie mogła się doczekać kiedy Eric będzie bawił się z innymi dziećmi w parku. Zanim to nastąpi czeka ją jeszcze wiele cudownych przeżyć, jak pierwszy kroczek, pierwsze słowo. Ciekawe co powie? Szkoda, że nie będzie z nimi Rona, ale z drugiej strony to był przecież jego wybór. Dobrowolnie zostawił kochającą go dziewczynę, matkę jego dziecka. Jego strata. Jeszcze będzie tego żałował. Nicolett sięgnęła po leżący na biurku notes - jej pamiętnik. Otworzyła go na ostatnim wpisie, tuż po rozstaniu z Rudzielcem. Atrament zmieszał się z łzami, tworząc nieczytelne plamy. Odwróciła kartkę, zamoczyła pióro w kałamarzu i zaczęła pisać.
1. Będę mieć cudownego syna, którego wychowam na odpowiedzialnego człowieka.
2. Jestem młoda i piękna.
3. Potrafię sama o siebie zadbać.
4. Nie każda miłość boli.
5. Jestem wartościową kobietą.
6. Mam cudownych przyjaciół, którzy mnie wspierają.
7. Rozstanie to nie koniec świata.
8. Jeszcze będę szczęśliwa.
9. Kocham mojego synka.
10. Ron to debil!
            Pisząc punkt dziesiąty uśmiechnęła się po raz pierwszy od dłuższego czasu. Była zadowolona ze swojego osobistego dekalogu. Ma własne mieszkanie (wystawiła Ronowi walizki za drzwi) i pracę. Reszta sama się ułoży. Poza tym zostanie mamą, dla dziecka warto żyć i cieszyć się każdą sekundą. Samotne macierzyństwo na pewno nie będzie łatwe, ale czego się nie zrobi dla własnego dziecka. Warto walczyć i nie poddawać się.
        Zza chmur wyjrzało nieśmiało słońce, co stanowiło miłą odmianę dla pochmurnego jak dotąd grudnia. Przyszła mama postanowiła wykorzystać ten fakt i wybrać się na spacer. Świeże powietrze dobrze zrobi jej i dziecku, a przy okazji zajdzie do sklepu po pomarańcze. Wychodząc z domu spotkała Charliego, który szedł do niej z wizytą.
        - Cześć, Nicolett. Wybierasz się gdzieś?
        - Witaj. - powitała go szczerym uśmiechem. - Idę na krótki spacer do sklepu po pomarańcze. Potowarzyszysz mi?
        - Chętnie. - ruszyli w kierunku sklepu, mieszczącego się za parkiem. - Jak się czujesz?
        - Pytasz o dziecko czy stan psychiczny?
        - Oba.
        - Z dzieckiem wszystko dobrze. Stan psychiczny trochę gorzej, ale nie daję się. Nie jest łatwo. Ale co zrobisz, nic nie zrobisz.
        - Nicolett jest mi naprawdę przykro, że wszystko tak się potoczyło. Chcę żebyś wiedziała, że możesz zawsze liczyć na moją pomoc. Gdybyś czegoś potrzebowała, na przykład pomoc przy większych zakupach, zawsze możesz zwrócić się do mnie.
        - Dziękuję. Wiem, że mogę na Ciebie liczyć. Czy Ron się kontaktował z Tobą?
        - Tak i dlatego tutaj jestem. Ron zatrzymał się u mnie. Chciałem żebyś dowiedziała się o tym ode mnie. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Jesteś moją dobrą przyjaciółką, a Ron to mój brat. Nie pochwalam jego decyzji, ale nie chcę także mieszać się w wasze sprawy. Postanowiłem pozostać neutralny.
        - Charlie, nie mam Ci tego za złe. Nawet rozumiem Twoją decyzję. Pewnie na Twoim miejscu postąpiłabym dokładnie tak samo jak Ty. Nie chcę aby relacje moje z Ronem były powodem do jakichkolwiek nieporozumień między wami. Po prostu nie wyszło nam. Takie sytuacje zdarzają się i nie zawsze można coś na to poradzić. Nie mam też pretensji do Hermiony.
        - Prawdę mówiąc, Hermiona zrobiła mu awanturę, Ginny też dołożyła swoje.
        - Widocznie zasłużył. - Nicolett, mimo nienajlepszej sytuacji, starała się zachować pogodę ducha. - A jak twoi rodzice?
        - Mama jest wściekła jak osa, tata stara się ją pocieszać jak tylko może. Pytali czy mogą Cię odwiedzić. Bardzo chcą Cię poznać, bo w Święta Bożego Narodzenia nie było okazji...
        - Oczywiście, że mogą. Nie powinni nawet o to pytać. Ja też bardzo chcę ich poznać. Eric powinien znać swoich dziadków.
        - Wybrałaś już imię?
        - Tak, wczoraj przeglądałam kalendarz i uznałam, że to będzie najlepsze imię.
        - Eric... bardzo ładne. A co z nazwiskiem?
        - W obecnej sytuacji zdecydowałam się na moje nazwisko. Oczywiście Ron, jeśli będzie chciał, będzie mógł utrzymywać kontakt z dzieckiem. Ale między nami wszystko definitywnie skończone. A co słychać u Ciebie, Charlie?
        - Po staremu, chociaż dostałem ostatnio bardzo interesującą ofertę zmiany pracy.
        - Naprawdę? Opowiadaj co to praca, która jest ciekawsza od pracy ze smokami!
        - Tego nie powiedziałem, ale na pewno dostarczy mi sporo wrażeń. - Charlie uśmiechnął się. Profesor McGonagall, obecna dyrektor Hogwartu, zaproponowała mi posadę nauczyciela Opieki nad Magicznymi Stworzeniami.
        - Moje gratulacje! To wspaniała wiadomość! Kiedy zaczynasz?
        - Jeszcze nie podjąłem decyzji, a stanowisko jest do obsadzenia od września. Hagrid postanowił, że czas na emeryturę i polecił mnie, jako swojego zastępcę.
        - To miłe z jego strony. Jeśli chcesz znać moje zdanie to nie ma się nad czym zastanawiać. Praca ze smokami jest niezwykle ekscytująca, ale bądźmy szczerzy, coraz mniej opłacalna.
        - Właśnie o tę ekscytację chodzi. Nie wiem, czy odnajdę się w roli nauczyciela.
        - Nie dowiesz się tego, póki nie spróbujesz. Przecież zawsze możesz zrezygnować, jeśli nie spodoba Ci się.
        - Taa, smoki są mniej wymagające.
        - Argument pierwsza klasa. Charlie, nie marudź, powinieneś spróbować czegoś nowego. Opowiadałeś mi kiedyś, że jako uczeń pomagałeś Hagridowi w pracy gajowego.
        - Tak, ale on w Zakazanym Lesie znał mnóstwo dziwacznych stworzeń. Po prostu, trafił swój na swego.
        - Myślę, że podczas lekcji będziesz miał też do czynienia z dziwacznymi stworzeniami. Zabierz ze sobą Rona, będzie z niego idealny osioł.
        - Jeszcze tego mi brakowało. A co będzie z Tobą jeśli zdecyduję się wyjechać?
        - Nic. A co ma być? Wrócę do pracy. Mama obiecała, że pomoże mi w opiece nad dzieckiem. Chciałabym żeby Eric poszedł do Hogwartu. Przynajmniej miałabym pewność, że z Opieki nad \magicznymi Stworzeniami będzie miał zawsze Wybitny.
        - Chyba sobie żartujesz. Będę surowym nauczycielem! I żadne znajomości tutaj nic nie wskórają.
        - Oczywiście. - Nicolett uśmiechnęła się i weszła do sklepu. - Chyba jednak mam ochotę na mango.

***

        Hermiona otworzyła oczy i przez chwilę nie mogła zorientować się gdzie jest. Przetarła oczy a po ciele przebiegł ją zimny dreszcz. Chociaż miała na sobie gruby koc odczuwała zimno. Właściwie skąd się tu wziął ten koc? Rozejrzała się zdezorientowana i zdała sobie sprawę, że znajduje się w domu, który wynajmuje z dziewczynami. Sięgnęła szybko po komórkę i przejrzała skrzyknę z wysłanymi wiadomościami. Pusto. Żadnych wiadomości wysłanych, a tym bardziej otrzymanych. O co chodzi? Czy możliwe jest to, że miała po prostu zły sen? Spojrzała na zegar stojący obok schodów. Wskazówki pokazywały godzinę siedemnastą dwadzieścia.
        - W końcu się obudzałaś! - z łazienki na parterze wyszła jej przyjaciółka, Ginny.
        - Ruda, co Ty tutaj robisz?
        - Też się cieszę, że się widzę. Chciałam sprawdzić, jak się czujesz po wczorajszej kłótni z moim bratem. Ale widzę, że niepotrzebnie się martwiłam.
        - Przepraszam, to nie tak. Po prostu... długo tu jesteś?
        - Jakieś trzy godziny. Jak weszłam do domu to spałaś jak niemowlę przy włączonym telewizorze. Przyniosłam koc, bo wydawało mi się, że było Ci zimno.
        - Dziękuję.
        - Coś się stało? Blada jesteś.
        - Nie, nic. Miałam dziwny sen, który właściwie ledwo już pamiętam. Był tu może Draco?
        -Twój Książę Slytherinu od rana siedzi z Blaisem i moim ojcem w Norze. Zamknęli się w pokoju i debatują na temat jakiejś tajnej akcji Ministerstwa Magii. Nawet mama nie wrzeszczała na nich, że przynieśli pracę do domu. Sprawa musi być naprawdę poważna. Minęliście się, jak tylko Ty opuściłaś Norę, on się pojawił. Macie wyczucie.
        - Ah. No tak.
        - Hermiona, powiesz mi o co chodzi? - Ginny usiadła obok niej. - Zaczynam się martwić.
        - Śniło mi się, że Draco spotykał się z Astorią, a ja mu byłam potrzebna tylko do podpisania kontraktu z Panią Lumen April. Pamiętasz tę zwariowaną akcję w Paryżu, kiedy udawałam jego żonę?
        - Nie wiem czy mam Cię wyśmiać czy współczuć. - odparła Ginny, a Hermiona poczuła się oburzona. - Greengrass i jej rodzina po wojnie stracili całą fortunę i słuch po nich zaginął, a Ty przejmujesz się głupim snem, serio? Facet lata za Tobą od września, a Hermiona ciągle widzi gdzieś jakieś ale. Zaakceptuj w końcu ten fakt, że Draco się zmienił. Z resztą, co ja Ci będę tłumaczyć. Wracamy do Nory, o osiemnastej ma być kolacja. O nawet się nie rozpakowałeś. Świetnie. - Ginny wzięła niewielką torbę, którą Hermiona zostawiła w przedpokoju, gdy usłyszała płacz Ashley.
        - Nie chcę. A co z Ronem?
        - Jak zobaczył Draco to od razu zmył się do Rumunii. Wstawaj Ty leniwa istoto!
        - Jesteś bezczelna!
        - Może i tak, ale kocham Cię jak siostrę. I nie będę patrzeć bezczynnie jak zamartwiasz się z powodu idiotycznego snu.
        Nim Hermiona zdążyła wymyśleć jakąś adekwatną ripostę znajdowała się już na ganku domu Państwa Weasleyów. Ginny otworzyła drzwi i zaciągnęła pannę Granger do środka, który teraz wydawał się dziwnie pusty.
        - Wszyscy pojechali do domów?
        - Tak. Nie wspominaj mojej mamie nic o Ronie. Jest na niego wściekła. Po Nowym Roku mają zamiar odwiedzić Nicolett. Mamo, jesteśmy!
        - O dziewczynki, jak się cieszę. - z kuchni wyjrzała Molly. - Jak w pracy, Hermionko?
        - Och, fałszywy alarm. Dadzą sobie radę beze mnie.
        - Bardzo dobrze. Zaraz będzie kolacja, pomożecie nakryć mi do stołu?
        - Oczywiście! - przyjaciółki od razu zabrały się do pracy. Hermiona nakrywała do stołu, a Ginny pomagała swojej mamie przy pieczeni.
        - Może już skończą z tą debatą, siedzą tam cały dzień! - Molly fuknęła w stronę drzwi, gdzie najwyraźniej zaszyła się całą trójka.
        - A o co się rozchodzi? - zapytała Hermiona Panią Weasley.
        - Sprawy Ministerstwa, ale niestety nie chcieli uchylić nawet rąbka tajemnicy. Zaraz wykurzę myszki z ukrycia. Mam stary, sprawdzony sposób. Uczcie się, dziewczyny! - Molly podeszła do drzwi. - Arturze, kolacja na stole!
        - Czy ktoś tu powiedział słowo kolacja?
        Nie minęło nawet trzydzieści sekund a drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Pan Weasley. Widząc to, Hermiona i Ginny roześmiały się w najlepsze.
        - Mamo, jesteś najlepsza!
        - Lata praktyki. - Pani Weasley również udzielił się dobry humor. Ten fakt bardzo ucieszył Rudą, bo Molly od rana chodziła bardzo smutna.
        - Ależ pięknie pachnie. - za Arturem wyszedł Blaise, a za nim Draco, który na widok Hermiony uśmiechnął się szeroko.
        - Cześć. - podszedł do niej. - Co Ty tutaj robisz?
        - Dostałam zaproszenie na kolacje. A Ty?
        - Siadajcie, kochani. - odezwała się Pani Weasley, nim Draco zdążył odpowiedzieć na pytanie Hermiony. Malfoy zajął miejsce obok byłej Gryfonki. Kolacja minęła w przyjemnej atmosferze, głównym tematem był ślub najmłodszej pociechy Molly i Artura. Ruda opowiadała o wymarzonej sukni, torcie i przyjęciu, a Diabeł starał się wszystko dokładnie zapamiętać. Draco nie przepuścił okazji do podśmiewania się z przyjaciela i skomentował, że nigdy na żadnej lekcji nie był tak skupiony.
        - Ależ Ty zabawny jesteś. - Blaise postanowił się odegrać. Nie byłby sobą, gdyby przepuścił taką okazję. - Zobaczymy, co będzie jak Ty będziesz się żenił z Hermioną.
        - Spokojnie, Blaise, ja tak łatwo nie dam się zaciągnąć do ołtarza. - odezwała się Granger.
        - To dobrze, lubię wyzwania. - Draco uśmiechnął się jak na prawdziwego Ślizgona przystało i pod stołem złapał ją za rękę.
        Kilka godzin później, gdy dochodziła dwudziesta trzecia, Hermiona leżała  na wygodnej kanapie, przytulona do Malfoya. W kominku trzaskał wesoło ogień, a Greengrass (na szczęście) nigdzie nie było. Jednak to był tylko głupi sen. Każde z nich było pogrążone we własnych myślach, które przy bliższym rozpoznaniu dotyczyły tego samego. Draco lekko masował ją po ramieniu, co bardzo podobało się młodej kobiecie.
        - Zostaniesz u mnie? - zapytał po dłużej chwili milczenia.
        - Na jedną noc mogę zostać. - Granger przystała na jego propozycję, bo naprawdę tego chciała.
        - Nie proponuję jednej nocy. Zostań u mnie na zawsze.
        - Jeśli to są oświadczyny to wypadły dosyć kiepsko.
        - Wszystko w swoim czasie, wredna istotko. - odpowiedział a Hermiona podniosła się na ramieniu tak, że patrzyła mu prosto w oczy.
        - Draco, odpowiedź mi szczerze na jedno pytanie. Czy naprawdę zależy Ci na mnie?
        - Najbardziej na świecie. Dobrze wiesz, że od dawna mi się podobasz. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Może tylko to, że z dnia na dzień kocham Cię coraz bardziej i wiem, że tylko z Tobą chcę spędzić resztę mojego życia. Nie znam drugiej takiej upartej, małej złośnicy jak Ty, która zawładnęła całym moim życiem.
        - Jesteś szalony.
        - Raczej zakochany, ale dla Ciebie mogę być i szalony. - pogłaskał ją po policzku.
        - Skoro mam u Ciebie zostać na noc... a potem zobaczymy...co powiesz na kąpiel? - Hermiona przygryzła seksownie wargi.
        - Dwa razy nie musisz mi powtarzać. - Draco zerwał się z kanapy i porwał dziewczynę na ręce. Swoje kroki skierował do łazienki. Było to duże kwadratowe pomieszczenie. Na przeciwko drzwi znajdowało się okno, zasłonięte białą firanką. Po lewej stronie od okna stała niewielka szafka z czystymi ręcznikami. Po prawej stronie od okna, w rogu łazienki był prysznic. Obok niego znajdowała się umywalka, lustro i toaleta. Na środku pomieszczenia wbudowana z podłogę, niczym jacuzzi, znajdowała się ogromna wanna. http://www.lazienkowy.pl/galeria-lazienek/obrazki/max/4224.jpg
        - Mogę wybrać płyn do kąpieli? - zapytała, gdy Draco postawił ją na podłodze.
        - Oczywiście. Ja nawet nie wiem, jakie są. Gretel je kupiła. - wyjaśnił i odkręcił kran, z którego popłynęła ciepła woda. Hermiona wybrała czekoladowy płyn i wlała troszkę do wanny. Po chwili zaczęła powstawać gęsta piana.
        - Pięknie pachnie. - Hermiona zachwyciła się zapachem delikatnego płynu do kąpieli, który wypełnił pomieszczenie.

+18 

        - Ty jesteś piękna. - Draco przysunął się do Hermiony i delikatnie pocałował w odsłoniętą część szyi. Dziewczyna zamruczała niczym prawdziwa kocica i bez wstępnych ceregieli zaczęła majstrować przy guzikach jego koszuli, rozpinając jeden po drugim, aż w końcu osiągnęła swój zamierzony cel i koszula wylądowała gdzieś na podłodze. Przejechała równo przyciętymi i zadbanymi paznokciami po jego wyrzeźbionym brzuchu, co bardzo spodobało się Malfoyowi. Nie miał zamiaru pozostać w tyle i również ściągnął, a właściwie to zerwał z niej jej ulubiony sweterek, który wylądował nieopodal koszuli. Zaczęli się całować, najpierw delikatnie i subtelnie, tylko po to, żeby po chwili zatracić się w namiętności. Draco jedną ręką trzymał dziewczynę w pasie, a drugą masował jej pierś przez biustonosz, który coraz bardziej go irytował. Odnalazł zapięcie i zwinnym ruchem pozbył się mało potrzebnej części garderoby. Natychmiast odnalazł ustami, to czego pragnął i zaczął delikatnie ssać i przygryzać. Hermiona była mu wdzięczna, że ją przytrzymywał, w przeciwnym razie upadłaby na podłogę.
        - Ściągaj spodenki i siadaj na brzegu wanny, maleńka. - wyszeptał jej do ucha i sam zabrał się za ściąganie własnych spodni. Gdy pozbył się dolnej części garderoby (Hermiona aż dostała rumieńców) wszedł do wanny i przysunął się do panny Granger, która spełniła jego polecenie. Zaczął całować ją po brzuchu i udach.
        - Połóż się. - popchnął ją delikatnie i zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć, odchylił jej czarne majtki i pocałował ją w najczulszy kobiecy punkt. Hermiona głośno jęknęła, co bardzo spodobało się Malfoyowi do tego stopnia, że postanowił kontynuować rozpoczętą czynność. Jedną ręką trzymał ją w pasie a drugą masował jej piersi. Panna Granger wiła się z rozkoszy, a dzięki zimnej podłodze nie oszalała do reszty.
        - Draco, możemy już... - wyjąkała.
        - Jak sobie życzysz. - Chłopak ostatni raz ją pocałował w podbrzusze i przyciągnął do siebie. Hermiona zanurzona do połowy ciała w ciepłej wodzie usiadła na byłym Ślizgonie, który wszedł w nią jednym silnym pchnięciem. Granger oparła głowę o jego ramię pozwalając aby całował ją po szyi.
        Kochali się namiętnie, obsypując pocałunkami wzajemnie swoje ciała. Gdy Hermiona doszła wykrzykując jego imię, Draco przez chwile drażnił się z nią jeszcze, ale sam był już u kresu wytrzymałości. Doszedł w niej i jeszcze nigdy wcześniej nie czuł się tak szczęśliwy i spełniony.
        - Kocham Cię. - mruknęła resztami sił Hermiona, gdy zmęczeni leżeli w jego łóżku. Zanim Draco jej odpowiedział, dziewczyna smacznie już spała.


***

        Nazajutrz bladym świtem Narcyza Malfoy szła przez rozległy ogród ku Malfoy Manor. Wizyta wcale nie napawała jej radością, ale musiała zabrać kilka osobistych rzeczy, których nie wzięła podczas wyprowadzki stąd. Szczerze liczyła, że Lucjusz jest już w pracy i unikanie rozmowy z nim, która i tak zakończyłaby się kłótnią. Na wszelki wypadek pożyczyła od Harry'ego Pelerynkę-Niewidkę. Nie umiała racjonalnie wytłumaczyć dlaczego to zrobiła. Po prostu miała przeczucie, że jej się przyda. Zbliżając się do wyniosłej posiadłości zauważyła, że przed głównym wejściem Lucjusz kłóci się z jakąś kobietą. Korzystając z okazji bardzo szybko narzuciła na siebie Pelerynkę-Niewidkę. Lucjusz do tego stopnia był zaabsorbowany ostrą wymianą zdań, że niczego nie zauważył. Narcyza z takiej odległości nie była w stanie nic usłyszeć ani tym bardziej rozpoznać kobiety. Lekko zgarbiona, z uwagi na swój wysoki wzrost, podeszła cichutko, niczym myszka, do niewielkiego świerka, skąd miała bardzo dobry punkt obserwacyjny. Prawie zemdlała, gdy okazało się, że tajemniczą kobietą jest Astoria Greengrass. Im więcej Narcyza dowiadywała się z rozmowy, tym z większym trudem powstrzymywała się przed rzuceniem Avady.
        - Załatw to! - wrzasnęła na cały głos zdenerwowana Astoria i teleportowała się, Lucjusz rzucił jeszcze siarczyste przekleństwo, po czym wszedł do domu i z całej siły trzasnął drzwiami. Narcyza przez jakiś czas nie mogła ruszyć się z miejsca. Każdy jej mięsień był napięty do granic możliwości.
        - Zabiję Cię, suko! - powiedziała na cały głos. Nie przejmowała się tym, że Lucjusz może ją usłyszeć. Wycofała się do końca posesji, zdjęła Pelerynę-Niewidkę i teleportowała się pod drzwi niewielkiego domku na obrzeżach Londynu. Zadzwoniła dzwonkiem kilka razy nim usłyszała po drugiej stronie ruch.
        - Narcyzo, czym zasłużyłam sobie na tę poranną wizytę. - była dziennikarka Czarownicy starała się stłumić ziewnięcie.
        - Rito, nadszedł czas abyś spłaciła swój dług. 

-------------------
Przepraszam, że tak długo. Dziś przez pół dnia walczyłam z bólem głowy. Dopiero po 16 poczułam się na tyle dobrze żeby wstać z łóżka. 
Pamiętam także o świątecznej miniaturce. Niestety nie dałam rady jej napisać. Dzień przed Wigilią spotkała mnie bardzo przykra sytuacja i nie byłam na siłach aby cokolwiek pisać.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 26. Malfoy ją wykorzystał



    - Powiedźcie, że to jest jakiś głupi żart. - Hermiona ze zdziwienia przetarła oczy.
        - Co mam Ci powiedzieć? Stało się.
        - Ashley. - Hermiona odwróciła się i spojrzała na swoją przyjaciółkę. - Znamy się od dziecka i zawsze mówiłyśmy sobie prawdę. Jak do tego doszło?
        - Herm, posłuchaj. - przyszła mama przetarła oczy chusteczką, powoli się uspokajała. - Z Jacobem już od dawna mi się nie układało i męczyłam się w tym związku. Oszukiwałam i jego i samą siebie.
        - I uznałaś, że najlepszym wyjściem będzie zdrada? Nie mogłaś po prostu go zostawić?
        - Nie mam żadnego usprawiedliwienia na to. - Ashley otarła pojedynczą łzę.
        - To kiedy zaczął się ten romansik?
        - Pamiętasz jak Harry pomagał nam się wprowadzać do tego domu?
        - Pamiętam.
        - Tego dnia.
        - Macie romans od września?
        - Na to wychodzi. - westchnął Harry. - Uwierzysz nam czy nie, ale my naprawdę bardzo mocno się kochamy. Mamy zamiar stworzyć rodzinę i być szczęśliwi.
        - Harry, to nie jest tak, że ja wam nie wierzę. Ja po prostu jestem... nie wiem jak to określić, ale zaskoczyliście mnie. Może chodźcie do salonu, pogadamy spokojnie przy kubku gorącej czekolady. - zaproponowała panna Granger.
        - Myślałam, że wrócisz dopiero po Nowym Roku. Coś się stało?
        - Szkoda gadać. - Hermiona ze zrezygnowaniem machnęła ręką. - Tak się cieszyłam na ten wyjazd do Nory, a wyszła klapa.
        - Z powodu Rona? - zapytał Harry.
        - Skąd wiesz?
        - Cóż, podejrzewałem, że wasze spotkanie może doprowadzić do lekkiej konfrontacji. Znam Rona i jego porywczy charakter, a Ty też potrafisz dopiec człowiekowi. O co poszło?
        - Ron przyjechał bez Nicolett. Wytłumaczył wszystkim, że to ze względu na jej stan zdrowia. Co już było dla mnie podejrzane, że nie został z nią. Dopiero późnym wieczorem przyznał mi się, że ją zostawił, bo chce związać się ze mną. Rozumiecie to? Zostawił swoją dziewczynę, która spodziewa się jego dziecka z mojego powodu! A ja przecież nigdy nie dałam mu nadziei i zawsze powtarzałam, że możemy się tylko przyjaźnić. Nic więcej. Nawet nie wiecie jak ja paskudnie się czuję. Biedna Nicolett, nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak ona to przeżywa.
        - Hermiona, to nie stało się z Twojej winy. Nie obwiniaj się. – Ashley próbowała pocieszyć pannę Granger.
        - Wiem, ale mimo wszystko nie mogę pozbyć się wrażenia, że powinnam być bardziej stanowcza. Może wtedy Ron by zrozumiał i odpuścił.
        - To już domysły. – stwierdził rzeczowo Harry. – Ashley ma rację. Ty nie zawiniłaś, Ron sobie wszystko ubzdurał.
        - Dziękuję za słowa wsparcia, ale chyba muszę to sobie jeszcze raz wszystko przemyśleć na spokojnie.
        - Ale wiesz, że mamy rację? – Harry uśmiechnął się życzliwie.
        - Wiem. – Hermiona przytaknęła. – Lepiej powiedźcie mi jakie macie plany? W końcu zostaniecie rodzicami.
        - Właściwie to przyszliśmy tutaj po moje rzeczy. Tylko podczas pakowania dopadły mnie mdłości, a potem się popłakałam z tego wszystkiego.
        - Wyprowadzasz się, Ash?
        - Tak, zamieszkamy z Harrym w domu po jego ojcu chrzestnym, Syriuszu.
        - Odświeżyłem go i w pełni nadaje się do zamieszkania. Z resztą, sama się przekonasz.
        - To zaproszenie na parapetówkę?
        - Może niekoniecznie parapetówkę, ale kolację w miłym towarzystwie. Co Ty na to?
        - Powiedźcie tylko kiedy a stawię się na pewno. - Hermiona uśmiechnęła się. - Ashley, jako przyszła mama, przeczuwasz czy to będzie chłopiec czy dziewczynka?
        - Zdecydowanie chłopiec.
        - Jestem skłonny jej uwierzyć. - odezwał się Harry. - Zazwyczaj kobiety mówią coś w stylu "będziemy mieć dziecko". Moja kochana dziewczyna powiedziała mi wczoraj, że będziemy mieć syna.
        - A właśnie skoro już o tym mowa, to planujecie ślub? - Hermiona zapytała, gdy przyszła mama wyszła do toalety.
        - Tak, ale raczej dopiero po narodzinach dziecka. Chcemy się pobrać, ale bez zbędnego pośpiechu. Muszę też zaplanować jakieś ciekawe oświadczyny.
        - Blaise wczoraj poprosił Ginny o rękę, przy całej rodzinie.
        - Naprawdę? - panna Granger miała wrażenie, że jej przyjaciel posmutniał. - Zgodziła się?
        - Zgodziła. Myślę, że stworzą udane małżeństwo.
        - Cieszę się. Dobrze, że Ginny trafiła na porządnego faceta. Zasługuje na to. I mówię to z czystym sercem. Jestem o nią spokojniejszy wiedząc, że przy Zabinim będzie szczęśliwa i bezpieczna.
        - To bardzo dojrzałe z Twojej strony.
        - Rozstaliśmy się w zgodzie, jesteśmy przyjaciółmi i Ruda zawsze będzie mi bliska. Tak samo jak Ty, jesteś dla mnie jak siostra.
        - A Ty dobrze wiesz, że uważam Cię za mojego brata. Ale mnie zaskoczyliście. – uśmiechęła się. – Gdyby ktoś powiedział Ci jak potoczy się nasze życie, uwierzyłbyś?
        - Nigdy w życiu. I właśnie to jest najpiękniejsze. Nigdy nie wiemy, co nas spotka. Ginny i Blaise, ja i Ashley...a Ty i Malfoy? Coś z tego będzie?
        - Nie wiem, Harry. Kiedy zobaczyłam Rona strasznie zatęskniłam za Draco, chciałam  żeby był obok mnie. Bardzo potrzebowałam tego poczucia bezpieczeństwa, które on mi daje. Kiedy kłóciłam się z Ronem, to w pewnym momencie poruszył temat Draco. Powiedział coś w stylu żebym na niego uważała, bo to przecież Malfoy. Wcześniej czy później mnie zostawi. Zabawi się i zostawi. Trochę się wystraszyłam.
        - Hermiona, to tylko głupie gadanie Rona, który jest o Ciebie zazdrosny. Pamiętasz, co się działo jak spotykałaś się z Wiktorem? Ron miał podobne jazdy. Nawet połamał figurkę Kruma, którą kupił na Mistrzostwach. Nie przejmuj się, Malfoy się zmienił i zrobi dla Ciebie wszystko.
        - Skąd wiesz?
        Gdybyś wiedziała to co ja, pomyślał Harry.
        - To widać. – opowiedział zwięźle. – Nie lubię się wtrącać w nieswoje sprawy, ale uważam, że powinnaś mu zaufać. Nie patrz na to, co było kiedyś.
        - Postaram się. – Hermiona uśmiechnęła się delikatnie.
        - Mama Ashley już wie?
        - Tak, byliśmy u niej dziś rano. – odpowiedziała siostra Draco, która właśnie wróciła. – Odniosłam dziwne wrażenie, że coś przede mną ukrywa. Tylko nie wiem co.
        - Wydaje Ci się. – Harry szybko zabrał głos. – Na początku była trochę zaskoczona naszą opowieścią. Ale cieszy się i mocno trzyma za nas kciuki.
        - Może i masz rację. – westchnęła Ashley. – Hermiona, pomożesz mi się spakować? Chciałabym być już w moim nowym domu i odpocząć.
        - Oczywiście, zaraz się wszystkim zajmę.
***
        Gdy dwie godziny później Hermiona zamknęła drzwi za swoimi przyjaciółmi poczuła się bardzo samotna. Ona jedna w tak dużym domu, który do tej pory dzieliła ze swoimi ukochanymi dziewczynami. Postanowiła, że w najbliższych dniach spakuje swoje rzeczy i zamieszka w dawnym mieszkaniu. W pracy miała jeszcze tydzień urlopu, więc uznała, że wykorzysta ten czas na odpoczynek i zebranie myśli. Kiedy ostatnio rozmawiała z Jamie temat zszedł na dom, w którym mieszkała kiedyś z rodzicami. Czas najwyższy coś z nim zrobić. Nie mogła się przemóc żeby do niego wrócić. Nie bez nich. Chyba nadszedł czas aby zmierzyć się z tym problemem. Musi go sprzedać. Nie stać ją na utrzymywanie domu, w którym nie mieszka. A wynajęcie nie wchodzi w grę. Po Nowym Roku zgłoszę się do agenta nieruchomości, pomyślała Hermiona. Nie będzie to łatwe ale musi sobie z tym poradzić. Im dłużej będzie z tym zwlekać, tym gorzej będzie to znosić. Rozmyślając nad wszystkim i niczym dziewczyna posprzątała w kuchni, na szczęście Ginny zrobiła przed wyjazdem zakupy, więc panna Granger nie musiała martwić się zapasami w lodówce. Przygotowała sobie kilka tostów z pomidorem i serem, a do picia duży kubek herbaty z sokiem malinowym. Usiadła przed telewizorem, jednak nie mogła znaleźć żadnego interesującego ją programu, więc bez większego przekonania przełączała jeden kanał za drugim. Sięgnęła po telefon komórkowy, który leżał na szafce obok. Postanowiła sprawdzić czy Draco pamięta jeszcze jak się korzysta z typowo mugolskiego urządzenia. Uczyła go tego podczas zakładu, który oczywiście wygrali.
        Cześć, jak Święta? Co porabiasz? wystukała na niewielkiej klawiaturze telefonu. Na odpowiedź nie musiała długo czekać.
        Wszystko dobrze. Przeglądam papiery z rozliczeń. Nuuuuuda. A co u Ciebie?
        Nawet w Święta nie możesz oderwać się od pracy? Ja odpoczywam, a przynajmniej staram się.
        W domu pełnym Rudzielców można odpocząć?
        Wróciłam dziś rano...
        Zanim Hermiona odłożyła telefon usłyszała dźwięk towarzyszący teleportacji tuż za drzwiami. Wiedziała kto to. Podeszła i otworzyła drzwi nim przybysz zdążył zadzwonić dzwonkiem.
        - Cześć, Draco. – uśmiechnęła się Hermiona, wpuszczając chłopaka do środka. – Dobrze Cię widzieć.
        - Ciebie też. – Malfoy przytulił ją mocno i zdecydowanym kopniakiem zamknął drzwi. Była Gryfonka ufnie wtuliła się w niego, pozwalając wszystkim zmartwieniom odpłynąć w dal. Niesamowite jak szybko poprawił jej się humor, będąc obok niego. Stali tak przez chwilę, delektując się wzajemnym towarzystwem. – Kiedy wróciłaś?
        - Niedawno, jakieś trzy godziny temu.
        - I dopiero teraz mi o tym mówisz? – pocałował ją delikatnie w usta. Hermiona oddała pocałunek, który stawał się coraz bardziej przepełniony namiętnością. Draco podniósł dziewczynę i udał się w stronę kanapy. Usiadł na niej tak, że Hermiona wylądowała na jego kolanach. – Brakowało mi Ciebie. – założył kosmyk włosów za jej ucho. – Coś się stało, że wcześniej wróciłaś?
        - Przed Tobą chyba nic się nie ukryje. – westchnęła dziewczyna, spoglądając mu w oczy.
        - Nic a nic.
        - Tylko się nie denerwuj. Miałam konfrontację z Ronem. – Hermiona poczuła jak mięsnie Draco się napinają. – No miałeś się nie denerwować!
        - Niby jak? Coś Ci zrobił?
        - Mi nic. Pokłóciłam się z nim tylko, dosyć ostro. Ron zostawił swoją ciężarną dziewczynę, bo ubzdurał sobie, że możemy być razem. Potem zarzucił mi, że jestem materialistką, bo wolę Ciebie.
        - A wolisz? - Draco zaczął delikatnie masować ją po plecach, starając się nie myśleć o tym, że ma ochotę rozwalić Rona w drobny pył.
          - Gdyby było inaczej, to nie było by mnie tutaj z Tobą. - wyznała szczerze. - Tylko proszę Cię, nie skrzywdź mnie.
        - Nigdy tego nie zrobię z jednego prostego powodu. - pogłaskał ją po policzku.
        - Jakiego?
        - Bo Cię kocham.
        - Naprawdę?
        - Tak. Powinienem powiedzieć Ci to już dawno temu, ale byłem za głupi. Sam nie wiem dlaczego dopiero teraz Ci to mówię. Chyba się bałem.
        - Czego?
        - Odrzucenia.  
        - A teraz już się nie boisz?
        - Boję, ale nie chcę dłużej podziwiać Cię z daleka. Chcę mieć Ciebie zawsze obok siebie. Egoista ze mnie, ale nic na to nie poradzę.
        - Jaki tam egoista! To co mówisz jest piękne. Coraz bardziej mi na Tobie zależy. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. – przytuliła się do niego. – Pierwszy raz od dawna czuję, że wszystko będzie dobrze.
        - Oczywiście, kochanie. W końcu Święta to także czas, kiedy spełniają się marzenia.
        - Obawiam się, że moje największe nigdy się nie spełni.
        - Mówisz o swoich rodzicach?
        - Tak. Straciłam już nadzieję.
        - Hej, hej, hej! – Draco połaskotał ją po brzuchu. – Nawet tak nie mów. Nigdy nie wolno tracić nadziei.
        - Ale Harry mówił...
        - A ja mówię, że wszystko się ułoży. Odnajdziesz ich. Co byś im powiedziała wtedy?
        - Że bardzo mocno ich kocham i zmodyfikowałam im pamięć dla ich własnego bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że zrozumieliby.
        - Jestem tego pewien. To, co zrobiłaś świadczy tylko o miłości i poświęceniu.
        - W pewnym sensie nauczyłam się już żyć bez nich. Wiem, że są gdzieś daleko cali i zdrowi. Czuję to. Postanowiłam, że sprzedam dom, w którym się wychowałam.
        - Kiedy chcesz to zrobić?   
        - Po Nowym Roku. Znajdę jakiegoś agenta nieruchomości, niech on tym się zajmie.
        - Może jeszcze to przemyślisz? Gdzie będziesz mieszkać?
        - Mam jeszcze mieszkanko, które udało mi się kupić po Wojnie za odszkodowanie. Jamie się wyprowadziła, więc stoi puste.
        - Nie chcę nic sugerować, ale ja mieszkam sam... może zamieszkasz u mnie?
        - Chyba oszalałeś. – Hermiona uśmiechnęła się ciepło.
        - Wcale nie. Nawet nie wiesz jak źle jest mieszkać samemu w takim wielkim domu.
        - Kup mniejszy.
        - Nie daj się prosić. – pocałował ją w szyję. – Będę Ci przynosić śniadania do łóżka.
        - Kusisz. Naprawdę tego chcesz?
        - Tak. Myślę coraz poważniej o swoim życiu, chcę się ustatkować. Po prostu być z Tobą.
        - A co będzie potem?
        - To już zależy tylko od nas. Nie mam zamiaru w jakiejkolwiek kwestii naciskać na Ciebie. Przemyśl sobie wszystko na spokojnie. Ja już powiedziałem czego chcę. Będę bardzo szczęśliwy jeśli zgodzisz się ze mną zamieszkać.
        - Pomyślę o tym. Wiesz, że zostaniesz wujkiem?
        - Wiem. Ta moja siostra jest jeszcze bardziej zakręcona niż ja.
        - To chyba u was rodzinne.
        - Coś w tym jest. A skoro mowa o rodzinie. Myślę, że powinniśmy odwiedzić Weasley’ów. Obiecałem Molly, że wpadnę dziś do nich, chociaż na chwilę. Mam nadzieję, że zgodzisz się mi towarzyszyć.
        - Ja? Wiesz, nie wiem czy to dobry pomysł. Nie jestem pewna czy chcę widzieć się z Ronem.
        - Nie martw się. Będziesz tam ze mną, a może jego już tam nie ma. Może wrócił do Rumunii.
        - Wątpię. Podobno Nicolett wyrzuciła go z mieszkania. Nie dziwię się jej. Też bym tak zrobiła.
        - Nie myśl o nim. Po prostu, chcę spędzić miło czas z moją kobietą. Nie mam zamiaru się z tym ukrywać, a Ron wcześniej czy później się dowie. Poza tym, nic mu do tego. Najwyżej dostanie w pysk.
        - Proszę tylko nie to.
        - To chodź ze mną. Lepiej żebyś mnie pilnowała. - puścił jej oczko, na co Hermiona pokręciła z dezaprobatą głową. Nie podobał jej się ten pomysł, ale nie miała wyjścia. Draco miał rację - jeśli miało dojść do spotkania, wolała przy tym być. Doskonale pamiętała, co działo się w szkole, gdy ta dwójka spotkała się. Wiele rzeczy się zmieniało ale Hermiona miała absolutną pewność, że w tym wypadku wszystko pozostało bez zmian.  
        - Chyba masz rację. - westchnęła.
        - Jak zawsze. - dodał z nieukrywaną skromnością. - Zahaczymy na chwilę o mój dom? Muszę się przebrać. Wątpię czy dresy to odpowiedni strój na obiad.
        - Dobrze, chodźmy.
        Draco wziął dziewczynę za rękę i teleportowali się przed jego dom, tuż na sam ganek.
        - Brr, ale zimno. - odezwał się Malfoy, gdy otwierał drzwi.
        - A ja tak tu stoję dobre pół godziny! - usłyszeli za sobą kobiecy głos. Hermiona juz go gdzieś słyszała.
        - Co Ty tutaj robisz? - Draco zdziwił się widokiem panny Greengrass.
        - Jak to co robię? Czekam na Ciebie! - Astoria poprawiła zimowy kożuszek, który niewątpliwie kosztował fortunę. - A co ona tu robi? - wskazała na Hermionę, która stała oniemiała. Coraz bardziej nie podobała jej się ta sytuacja. - Mówiłeś, że jest Ci potrzeba tylko do podpisania kontraktu z tą starą mugolaczką.  Wybaczyłam Ci ten artykuł w gazecie, ale po co się z nią wciąż zadajesz?
        Hermiona poczuła, że traci grunt pod nogami. Przecież akcja z kontraktem była tajna, wiedzieli o niej tylko Ginny, Blaise i Ashley. To była grupka osób, której ufała bezwarunkowo. A skoro Astoria o tym wiedziała, to musi mówić prawdę... Malfoy ją wykorzystał. Panna Granger spojrzała na blondyna, który już chciał coś powiedzieć, ale zanim to zrobił Hermiona puściła jego rękę i teleportowała się w tylko sobie znanym kierunku. Pojawiła się pod swoim rodzinnym domem. Sama nie wiedziała dlaczego wybrała to miejsce, po prostu to była jej pierwsza myśl. Łzy złości i bólu spływały jej po policzkach. Brnęła przez śnieg do drzwi, które otworzyła za pomocą zaklęcia i z impetem zatrzasnęła. Gdy odwróciła się w stronę schodów prowadzących na piętro zobaczyła, że nie jest sama. W środku były trzy osoby.

-------------
Przepraszam, że trwało to tak długo. Miałam ciężki okres w życiu. Na pocieszenie dodam, że wymyśliłam świąteczną miniaturkę. 
Jeszcze raz przepraszam. I z całego serca dziękuję, że jesteście.
C.